ZAPRASZAMY NA

GRAND PRIX

DOŁĄCZYLIŚMY DO

SKŁADKA CZŁONKOWSKA

Blog J.Skarżyńskiego
Pulsometry

Co za czasy! Coś, co przed 30-40 laty z uwagi na problemy techniczne było nieosiągalnym marzeniem każdego ambitnego zawodnika konkurencji wytrzymałościowych (a zwłaszcza jego trenera), bo stosowane umiejętnie w codziennym treningu mogło dać ogromną przewagę nad rywalami, dzisiaj można kupić w byle sklepie z zegarkami. Wprawdzie słowo zegarek wydaje się w tym przypadku trochę mylące, bo chociaż to urządzenie obsługuje również zaawansowane funkcje zegarka, to zasadniczą jego rolą jest pomiar tętna podczas biegu. Pulsometry – bo o nich mowa – za sprawą coraz niższych cen powszednieją wśród biegowej braci. I bardzo dobrze, bo moim zdaniem, po dobrej parze obuwia pulsometr powinien być drugim zakupem każdego biegacza, zwłaszcza początkującego. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – dzięki pulsometrowi serce będzie pod kontrolą, a kontrolowane serce, to kontrola treningu, czyli wzrostu formy sportowej.

więcej
 
Od otyłości do... skóry i kości

Jesteś otyły czy może masz tylko nadwagę. Co pozwala sklasyfikować ludzi pod tym względem? Określa to współczynnik BMI – czyli Body Mass Index. To wynik dzielenia ciężaru ciała (wyrażonego w kg) przez kwadrat wzrostu (wyrażonego w metrach). Gdy BMI osiąga wartość powyżej 25 – masz nadwagę, ale gdy przekracza 30 – to już oznaka otyłości. Żeby być obrazowym – zaawansowani biegacze mają zwykle BMI na poziomie 21-22, ale już BMI rekordzisty świata w maratonie, Kenijczyka Paula Tergata, wynosi 18,7 (62kg/1,82m). Im niższe BMI, tym łatwiej biegać, ale – w drugą stronę – im więcej biegania, tym niższe BMI! Warto o tym pamiętać, gdy nadwaga zaczyna przeszkadzać.

więcej
 
„Babskie” bieganie…

Kobietom wstęp wzbroniony – taka informacja wisiała pewnie przy wejściach na stadiony podczas antycznych igrzysk olimpijskich. Płci pięknej mało, że nie dopuszczano do rywalizacji sportowej, ale nawet nie pozwalano oglądać zmagań olimpijczyków, którymi mogli być wyłącznie mężczyźni! Wyjątkiem była kapłanka bogini urodzaju, Demeter, która strzegła świętego ognia olimpijskiego. Przekazy historyczne podają, że tylko raz zakaz ten został złamany. Ferenike, córka mistrza olimpijskiego, prześliznęła się na trybuny w męskim przebraniu, by śledzić rywalizację swego ukochanego syna, Pejsidorosa. Ten, po odebraniu oliwnej gałązki za zwycięstwo, instynktownie rzucił się w ramiona dopingującej mu cały czas w milczeniu matki. Ferenike zaszlochała ze szczęścia i to wystarczyło, by rozpoznano w niej kobietę. Za to wykroczenie groziła jej śmierć (strącenie ze skały), ale sędziowie okazali się wyrozumiali dla matczynych uczuć, darując jej życie. Od tej pory nie odnotowano już nigdy przypadków naruszenia tej zasady. Nieobecność kobiet podczas igrzysk była więc niejako naturalna, a gdy cesarz rzymski Teodozjusz I zlikwidował je w 393 roku, przez następnych 15 wieków... nie było sprawy.

więcej
 
Bieg – od euforii do... bólu

Podczas biegu długodystansowego organizm znajduje się w dość specyficznym transie, który wywołują tzw. hormony szczęścia – endorfiny. Ich znieczulające, a przez niektórych określane jako narkotyczne, działanie powoduje, że biegnie się lekko, łatwo i przyjemnie. Ten stan swoistej euforii trwa jednak zwykle jeszcze przez godzinę-dwie po zakończeniu biegu. Potem mija, niestety. A gdy już minie, nadchodzi... bolesna rzeczywistość. Wprawdzie nie po każdym treningu, na szczęście, ale taki wariant jest możliwy. Straszę? Nie – uświadamiam!

więcej
 
Trening biegowy to nie tylko bieganie

Powszechnym skojarzeniem dotyczącym treningu biegaczy jest konieczność zaliczania przez nich odpowiedniej porcji kilometrów. W zależności od ilości czasu przeznaczanego na trening, biegacze pokonują ich od kilku do kilkudziesięciu. Zaawansowani maratończycy biegają na przykład tzw. czterdziestki, czyli odcinki o długości 40 km, a bywają wśród nich i tacy, którym dystans nawet 60 km nie jest na treningu straszny. Można i tak, byle z głową! Otóż każda biegowa jednostka treningowa, bez względu na jej długość i intensywność, wywołuje po jej zakończeniu spadek gibkości układu mięśniowego. Mięśnie i ich przyczepy stają się mniej elastyczne, co w konsekwencji może spowodować – przy braku przeciwdziałania – skrócenie kroku i pogorszenie techniki biegu. Do tego dochodzi spadek siły ogólnej, a stąd już tylko mały krok do przeciążeń układu ruchu, wyłączających nas z powodu kontuzji z treningu.

Radą na zapobieżenie takiemu czarnemu scenariuszowi są gimnastyka rozciągająca oraz gimnastyka siłowa. Te dwa niepozorne środki wplecione w plan zajęć biegowych zapewniają każdemu odpowiedni poziom sprawności ogólnej, czyli gibkości i siły mięśni. To dzięki regularnym ćwiczeniom sprawnościowym ochronimy je przed kontuzjami, zapewniając sobie dalszy biegowy rozwój.

Gimnastyka rozciągająca to różnego rodzaju skłony, wymachy, skręty, krążenia, przysiady, itp. mające na celu rozciągnięcie naszych mięśni, przyczepów i więzadeł. Nie tylko nóg! Rozciągać powinniśmy jak największą liczbę mięśni całego ciała. Przyjmij do wiadomości zasadę, że ćwiczenia te robi się zawsze „z góry na dół”, czyli najpierw rozciągamy krążeniami głowy mięśnie szyi, potem wykonujemy różnego rodzaju krążenia rąk, skręty barków, krążenia bioder i tułowia, potem skłony w różną stronę, by przejść do wszechstronnego rozciągania mięśni nóg i stóp. Doskonałym ćwiczeniem rozciągającym okolice stawów kolanowych jest głęboki przysiad, z późniejszym wyrzutem kolan do przodu. Bardzo ważne jest, żeby ćwiczenia rozciągające robić zawsze PO treningu biegowym, najlepiej zaraz po jego zakończeniu. Mięśnie są jeszcze wtedy rozgrzane biegiem, a przede wszystkim lekko nim przykurczone, więc ćwiczeniami rozciągającymi przywrócimy im poprzednią gibkość. Odradzam wykonywać je PRZED wyjściem na trening, co czasami obserwuję u mnie doświadczonych biegaczy. Zimne mięśnie bardzo łatwo jest naciągnąć boleśnie, a nawet naderwać zbyt gwałtownym ruchem. Tylko w sytuacji, gdy w planie jest mocniejszy trening, można wykonywać te ćwiczenia w ramach tzw. rozgrzewki, która zawiera przed rozciąganiem kilkanaście minut łagodnego truchtu rozgrzewającego nasz organizm.

więcej
 
Prawidłowa technika biegu – kaprys czy konieczność?

„Bieg to najprostsza forma rekreacji fizycznej” – to hasło często pojawia się podczas relacji z imprez biegowych. Racja! Czy najprostsza oznacza też... najłatwiejsza? Obserwując liczbę biegaczy w naszym kraju – można mieć wątpliwości. Zaledwie kilkusetosobowe imprezy biegowe w wielkich miastach, a ubiegłoroczny maraton poznański, z dwoma tysiącami amatorów tej konkurencji na starcie, to rekord tego wieku w Polsce. Cienko! W Berlinie, Londynie czy Nowym Jorku chętnych do startu jest więcej, niż wynoszą obecne możliwości organizacyjne. Stąd trwa tam walka o numer startowy, który otrzymuje tylko 40 tysięcy z prawie 100 tysięcy gotowych wyłożyć sporą sumkę, by tylko mieć możliwość uczestniczenia w tym święcie biegania. Nie napisałem rywalizacji, gdyż większość z tej masy za zadanie stawia sobie ukończenie biegu. Tylko i aż ukończenie biegu. Większość z nich nie zdąży do mety przed upływem 4 godzin, gdy zwycięzca będzie już od prawie 2 godzin na mecie!

więcej
 
poprzednia 1 2 następna


KALENDARIUM

listopad 2017
N P W Ś C Pt S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2